Travel Page by Planet Ranger
Home search About Advice

Travel Page

Dan and Sandra's Travel Page

Dan and Sandra are off to Manila to build some offices!

Diary Entries

Tuesday, 13 March 2007

Location: Philippines

...Musze przyznac ,iz ostatni weekend byl wspanialy...Udalismy sie na wyspe Boracay...slyszalam o tym miejscu wiele ale jednak nasza wizyta przeszla jakiekolwiek oczekiwania...sama wyprawa z naszego miejsca zamieszkania zajela nam okolo 2 godzin...skladaly sie na nia lot samolotem a nastepnie przeprawa lodzia...musze przyznac,iz kosztowalo nas to wiele nerwow...choc z drugiej strony dla nas ludzi rzadnych przygod bylo super...zaczne od tego ,iz lecielismy lokalnymi liniami...Jak zapewne wiecie krotkie dystansy lacza sie z tym, iz samoloty nie sa najlepszej klasy...nasz byl malutki, zaledwie miescil 60 osob...brak klimatyzacji, glosny dzwiek silnika i ciagle turbulencje robily swoje...a juz nie wspomne o wystartowaniu a za czym idzie ladowaniu...w czasie tych dwoch momentow mozna bylo uwierzyc, iz to ostatnie chwile w zyciu...chyba najgrozniej bylo podczas ladowania w Caticlan...lotnisko tam jest bardzo malutkie wiec ladowanie juz zaczelo sie na glebokich wodach...wyobrazcie sobie moja reakcje kiedy to widzialam, iz samolot kieruje sie centralnie w wode...i w ostatnim momencie tyka ziemi a pozniej w przeciagu kilku minut gwaltownie hamuje...nigdy w zyciu nie podskoczylam tak przy ladowaniu jak tym razem...w koncu na cos przydaly sie te pasy:)))
Wiec jak juz wspomnialam naszym pierwszym miejscem w tej wyprawie byla wyspa Caticlan...to wlasnie tam musicie sie dostac by dotrzec do Boracay...przyczyna jest w sumie prosta, tam jest jedyne lotnisko w tej okolicy...wyprawa lodzia mimo tego iz przez "szerokie"wody wydawalaby sie malym przezyciem porownujac do lotu...ale jednak to dopiero byl poczatek...tubylcy za wszelka cene chcieli zarobic wiec juz przy odbiorze bagazu obleglo nas kilkanascie osob, ktore chcialy pomoc...oczywiscie za pewna oplata...Musze przyznac ,iz dla osoby ktora jest wykonczona lotem i pewna zdezorientacja spowodowana przybyciem w nowe miejsce wydaje sie to uciazliwe...ale poradzilismy sobie dzielnie...wiedzielismy iz z lotniska musimy dotrzec do portu ktory byl oddalony jakies 20 min...wiec dlugo sie nie zastanawiajac wzielismy transport publiczny ktory tak naprawde byl jedynym srodkiem komunikacji w tym miejscu...wrazen bylo sporo bo musze wspomniec iz to nie byl zaden autobus, pociag itp byl to jedynie motocykl do ktorego z jednego z bokow doczepiona byla taka "mala klatka", ktora pelni role miejsca dla pasazerow ...(zobaczcie zdjecie) Musze wspomniec iz trudno bylo nam sie w tym ulokowac...:)))i wezcie pod uwage fakt iz czasem pojazd ten potrafi zabrac okolo 7 ludzi ...moze dlatego ,iz Filipinczycy sa mali i drobni...i potrafia zaczepic sie wszystkiego...ale wracajac do mojej opowiesci...
wiec czesto w czasie drogi zastanawialam sie kiedy sie wywrocimy...bo przy kazdym zakrecie ktore byly dosyc ostre prawie wylatywalam na zewnatrz...a juz nie wspomne o wjezdzie pod gorke...a do tego glosny dzwiek silnika powodowal spustoszenie w mojej glowie...Kiedy juz dotarlismy do portu nasze zycie stalo sie bardziej skomplikowane...a to dlatego iz miejsce bylo male, duza ilosc ludzi i dlugie kolejki...wydawaloby sie ze musimy jedynie zakupic bilet na przeprawe lodzia...ale nie oni wymyslili sobie rozne oplaty typu...za ochrone srodowiska, za przekroczenie wyspy ,za wkroczenie na wyspe, za bagaz itp a do tego jeszcze to uciazliwe sprawdzanie bagazu, ktore odbywalo sie na przyslowiowym stolowkowym stole...Bylam przerazona...bo wokolo wszystko fruwalo...jedni wypakowywali drudzy pakowali do tego goraco i ciagle ryzyka zgubienia rzeczy...nikt nie wzracal uwagi na nikogo kazdy dbal o swoje dobro wiec wyobrazcie sobie co sie tam dzialo...
Ale w koncu dostalismy sie na lodz(zobaczcie zdjecia)...Przeprawa trwala okolo 30 minut...w sumie po tych kilku przezyciach juz nic w stanie nie bylo mnie przestraszyc zirytowac itp...pamietam iz niezle bujalo i lodz czesto podskakiwala...nie byla jakas wielka wygodna ale zwyczajna i bardzo ciasna...Jednak z kazda chwila kiedy to zblizalismy sie juz do naszej upragnionej wyspy wszystkie niedogodnosci zwiazane z podroza nagle nieoczekiwanie umknely...poniewaz to co sie ukazalo naszym oczom bylo jak raj...
nie moglismy uwierzyc, iz takie miejsca istnieja...duzo by o tym pisac...
napewno jest to miejsce ktore znane jest z tzw bialej plazy...( zobaczcie zdjecia)wszystko toczy sie tam w innych kolorach i w innym tempie...pomimo tego, iz to znane miejsce turystyczne trzeba powiedziec iz jest straszliwie czysto...ludzie tam sa bardzo mili i uprzejmi...nie ma tutaj tego panicznego strachu iz ktos wyrzadzi Tobie krzywde bo zwyczajowo jest bezpiecznie...samochodow na ulicy tutaj nie znajdziecie ...istnieja jedynie te "motocykle"o ktorych juz wczesniej pisalam...jest tutaj wiele kafejek, restauracji i barow...kazde z tych miejsc glownie jest na powietrzu...charakteryzuja sie one niesamowita gama kolorow i muzyka chill out...ktora jest glownym trendem...w sumie klubow tutaj nie ma ale z pewnosci sa miejsca w ktorych mozna swietnie sie bawic...
turystow wielu nie widzielismy ( to nie jest okres sezonu) ale jedno moge przyznac szczerze, iz przez Niemcow oblegane jest to miejsce...
Wspomne jeszcze ,iz ludzie czynnie sie oddaja tutaj sporta...dlatego my takze postanowilismy wyprobowac cos nowego...wykupilismy lekcje tzw kitboard(zobaczcie zdjecia)...Latwo nie bylo ale przezyc sporo...zmagalismy sie z tym sportem do wczesnych godzin popoludniowych a pozniej oddawalismy sie kapiela w morzu...woda byla goraca i slona a algi morskie koily nasze oparzenia:)))) (zobacz zdjecia)
Tak musze przyznac iz spalilismy sie na heban i teraz ostro cierpimy...no coz za bledy sie placi:))))))))
pewne jest jedno...jeszcze nieraz tutaj zawitamy...poniewaz z Manili gdzie mieszkamy to zaledwie 2 godziny...w czasie ktorych mozna naprawde zaznac wiele przygod a pozniej juz tylko wtopic sie w atmosfere wyspy no albo wyladowac w szpitalu z oparzeniami:)))))))))))))))))

caluski


Saturday, 10 February 2007

Location: Tagatay, Philippines

So, we finally get the car Friday...which means first thing Saturday we escaped from Manila for the first time. One car, a driver (Ernie) and the only tourist destination in reach, Tagatay Taal Volcano.

Yep, we went to visit the volcano, that last erupted in '91. We arrived at the top to be confronted by a lake, which to frank confused the hell out of me. A lake with a little cone shaped mountain in the middle...Id really expected a monster of a volcano...until the driver Ernie informed me that we were on the lip of the volcano and the lake was actually in the mouth!

So having seen the lake and the little mountain island there was nothing for it but to find someone with a boat and get ourselves over there!!

1 hour later we're on the island...with of course 500 Korean tourists...it turns out that it wasnt a revolutionary idea! Oh yeah lets not forget the children hawking hats, the guys selling horse rides...sorry did I say selling I meant forcing...there is no police or any control so they dont let you go up unless you get a guide or a horse and a guide...we opted for the guide. Halfway up we found a horse that had literally just broken its leg...it was a fairly grim but also a dose of reality for us, and lets face it the islanders would be dining on horse that evening.

So we took the sites up toward the volcano, and words cant describe the view, it made getting out here feel worth it, and it was great to remind myself that life isnt all about making money, its also about experience and living your life.

Well, after that thoughtful moment, I needed a break so we headed back down the volcano to chat to the kids and get back on the boat....oh yeah...the islanders decided we should pay 20 pesos for the right to use their ramp, but thats 20 pence so I just paid.

To really make sure I crushed any ideas abut life and stuff, we went to eat at KFC on the way home...processed chicken, processed rice, and processed mashed potato...just the way nature intended.

Wednesday, 31 January 2007

Location: Manila, Philippines

Hi
On this webside we would like to show you a lot of pictures which help you to create an idea about this place... we will try to reveal the truth of peoples' lives in a respectful way..we would like to tell it from their perspective...we take the opportunity we have to explore the cultures around us and to hear what they have to say...We consider it a great privilege to be here...

czesc
Na tej stronie chcemy pokazac Wam jak najwiecej zdjec bo wlasnie dzieki temu bedzie Wam latwiej wyobrazic sobie to miejsce...musimy sie szczerze przyznac, iz nie jestesmy zawodowcami, w tym kierunku...ale za wszelka cene bedziemy strali sie ukazac cala prawde o ich zyciu...bez zadnych podtekstow z pelnym respektem...i ich punktu widzenia...bo wlasnie najwazniejsze jest sluchac innych i szczerze szanowac ich kulture...a dla nas to prawdziwy przywilej byc tutaj...

Tuesday, 30 January 2007

Location: Philippines

Filipiny
to panstwo wyspiarskie polozone w poludniowo-zachodniej czesci Oceanu Spokojnego pomiedzy Tajwanem na polnocy a wyspa Borneo na poludniu. Archipelag obejmuje ponad 7000 tropikalnych wysp i wysepek...Najwieksze z wysp to: Luzon i Mindanao oraz Mindoro, Masbate, Samar, Leyte, Cebu, Negros, Panay ,Bohd, Palwan.
"Kraj tysiaca wysp" to prawdziwy raj dla amatorow nurkowania. Istnieje wiele miejsc gdzie wystepuja nietkniete rafy kolarowe, krystaliczne, czyste wody i objetosc gatunkow ryb i ssakow morskich. Kraj ten przyciaga turystow zarowno bogactwem krajobrazow jak i zroznicowaniem kulturowym oraz ciekawymi zwyczajami obrzedowymi. Jest to miejsce z ktorego bardzo latwo jest sie dostac do Chin, Japonii czy Hong Kongu...
...A teraz my mamy szanse bycia tutaj wiec serdecznie zapraszamy bo wlasnie tutaj bdziemy dzielic sie z wami naszymi wrazeniami...

The Repubilc of the Philippines is the second largest archipelago in the world...and is located in the heart of Southeast Asia...
There are 7,107 islands and over 100 ethno-cultural groups and mixtures of Malay, Chinese, Spanis and American influences...
The biggest islands are: Luzon and Mindanao, Mindoro, Masbate, Samar,Leyte, Cebu, Negros, Panay, Bohd, Palwan.
Traveling throughout the Philippines we hope will be a wonderful experience...because this is an amazingly dynamic, vibrant and complicated country...It offers cultural experiences and natural landscapes that can be found nowhere else in the world...
Every day we will have chance to appreciate many things: a mixture of the old and the new, a multiplicity of art and culture and a warm, friendly, English-speaking people...
...so welcome on the webside and enjoy time with us....


Photos - Click Below

Leave a Message

Name:

Email (optional):

Message:

Travelling Soon?

Get Your own Planet Ranger Travel Page. Click Here